|
Sam instrument, ważący
prawie dwieście ton, znajdował się w odległej niecałą milę fabryce,
w której powstał. Był zbudowany ze 145 mechanicznych generatorów połączonych
z klawiaturą i głośnikiem umieszczonym na środku sali balowej za pomocą
zwykłej linii telefonicznej. Ten koncert był uwieńczeniem dwudziestu dwóch
lat pracy konstruktora Thaddeus’a Cahill.Tel Harmonium zostało
opatentowane jako „Elektryczny generator tonów wysokiej jakości i
głośności z perfekcyjną muzyczną ekspresją”
Nieco później, bo w
1933 roku, amerykański konstruktor elektrycznych zegarów - Laurens
Hammond, poszukiwał nowych zastosowań dla swojego patentu -
synchronicznego silnika. Zainteresował go instrument Cahills’a i
1934 roku opatentował swój elektromechaniczny instrument, nazwany od
jego nazwiska organami Hammonda.
Prototyp
został pokazany po raz pierwszy publicznie ponad 70 lat temu, podczas jedynej
w swoim rodzaju Wystawy Sztuki Przemysłowej w budynku rozgłośni
radiowej RCA w Chicago. Jego pojawienie się było swoistą rewolucją na
rynku muzycznym i zwiastunem nowoczesności, gdyż dotychczas organy
budowane były jedynie na stałe w kościołach lub co najwyżej w
wielkich salach koncertowych. Instrument skonstruowany przez Hammonda był
wprawdzie bardzo ciężki, ale nadawał się już do transportu.
Nowe organy dały początek tzw. elektrofonom, instrumentom muzycznym
wykorzystującym do generacji dźwięku prąd elektryczny i zjawiska mu
towarzyszące. Bezpośrednim Źródłem dźwięku był mechaniczny
generator zawierający 96 zębatych, stalowych kół o średnicy 2 cali,
wirujących ze stałą prędkością w bezpośredniej bliskości stałych
magnesów, zaopatrzonych w zwojnice o starannie dobranej ilości
uzwojenia. Każdy przemieszczający się wzdłuż magnesu ząbek powodował
powstanie w uzwojeniu prądu elektrycznego o niewielkim natężeniu. Im większa
ilość naciętych na kole ząbków, tym wyższa częstotliwość impulsów
generowanych w uzwojeniu i wyższy dźwięk płynący z głośników.
W 1940 r. Don Leslie w Los Angeles rozpoczął produkcję wirujących głośników,
które stały się nieodłącznym towarzyszem każdego Hammonda. To właśnie
wirujące głośniki, wykorzystujące znany z fizyki efekt Dopplera i fakt
interferencji fal dźwiękowych o relatywnie dużej mocy, zapewniły
organom Hammonda niepowtarzalne soczyste, bulgocące,
“elektryczne” brzmienie z charakterystycznym sztucznym pogłosem.
W latach 50. na scenę muzyczną wkroczył Jimmy Smith, który swoją
wyjątkową i wirtuozowską grą na organach Hammonda stał się
wzorem dla innych organistów muzyki jazzowej i rozrywkowej.
Pierwszy egzemplarz organów Hammonda pojawił się w Polsce w latach
50. Ich wirtuozem dającym na antenie radiowej regularne koncerty został
Benon Hardy, który z miłości do elektrycznych organów przeniósł się
z Katowic do Poznania. Szybko dołączył do niego inny opolski muzyk,
kompozytor i aranżer – Edward Spyrka. Także na antenie radiowej
Wiktor Kolankowski w mistrzowski sposób akompaniował na Hammondzie wraz
z zespołem, znanym polskim piosenkarzom. Na przełomie lat 1960/70
niepowtarzalne brzmienie organów Hammonda zwróciło uwagę zarówno
muzyków jazzowych, jak i beatowych. Krzysztof Sadowski założył w
Warszawie „grupę organową” w której Hammond był
instrumentem wiodącym. Natomiast Wojciech Karolak grający na organach
Hammonda wraz z Adamem Makowiczem grającym wtedy na elektrycznym pianinie
Fendera, skutecznie wspomagali Michała Urbaniaka podbijającego Amerykę
grą na „zelektryfikowanym” saksofonie, a później także na
elektrycznych skrzypcach.
Do historii światowej muzyki rozrywkowej przeszły już nagrania takich
grup, jak: Procol Harum, Colosseum czy Deep Purple wykorzystujących
hammondowskie brzmienie. W Polsce po organy Hammonda sięgnął, jako
pierwszy z wielkich - Czesław Niemen, wykorzystując ich niepowtarzalną
barwę dźwięku w słynnym Bema pamięci żałobnym rapsodzie na płycie
Niemen Enigmatic i pierwszym kolorowym telewizyjnym teledysku
zrealizowanym z okazji dnia Wszystkich Świętych.
Dla Andrzeja Zielińskiego, lidera Skaldów, oryginalny Hammond
przywieziony z pierwszego tournee po Stanach Zjednoczonych oznaczał słyszalną
bez trudu na kolejnych płytach zupełnie nową epokę muzyczną. Na
organach Hammonda grał również Zbigniew Podgajny, lider
Niebiesko-Czarnych. Grał też na nich Józef Skrzek początkowo akompaniujący Czesławowi
Niemenowi a następnie przewodzący już w swojej własnej formacji
muzycznej SBB. Z organów Hammonda korzystał także w swoich ostatnich
utworach przedwcześnie zmarły Grzegorz Ciechowski.
Wszechobecne, całkowicie elektroniczne i wygodne syntezatory zepchnęły
nieco w cień klasyczne już organy Hammonda. Na niemieckiej aukcji
internetowej można było jeszcze niedawno nabyć ten zacny mebel muzyczny
(ważący 180 kg) w dobrym stanie za 500 euro, pod warunkiem odebrania go na własny
koszt i ryzyko znoszenia z czwartego piętra w pozbawionej windy starej
hamburskiej kamienicy.
Charakterystyczny dźwięk Hammonda pozostał jednak wiecznie żywy. W
1986 r. doszło do fuzji firmy Hammond Organ Company z japońską firmą
Suzuki i przeniesienie produkcji z USA do Japonii. W efekcie pojawiły się
na rynku sygnowane przez firmę Hammond-Suzuki cyfrowe repliki modeli B-3
i B-5 oznaczone dodatkową literą X, a także cyfrowe moduły dźwiękowe
XM-1 i 2 zachowujące dawne brzmienie i otwierające nowe możliwości,
jakie niesie ze sobą nowa technologia, przy odczuwalnej redukcji ciężaru
i...ceny.
Czasem jednak, od wielkiego święta, pojawia się na scenie stary,
poczciwy, klasyczny już Hammond. Jego rolę można porównać do tej, jaką
spełnia markowe, wieczne pióro w rękach głowy państwa podpisującej
epokowy dokument.
|